Filtruj
Szukaj w:
Szukana fraza:


Opcjonalnie:
Gatunek:
Dozwolone:
Zakoñczone:
Parring:
Bohaterowie:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ostatnie
Artyku³y Fan Fiction

Magiczne puzzle HP

Kategoria: Inne
Autor: Smierciojadek

Wspó³praca z Tactic Games
>> Czytaj Wiêcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Prefix u¿ytkownikaProrok Niecodzienny

Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej

The House of Gaunt

Kategoria: Recenzje filmów
Autor: Anastazja Schubert

Jak wygl±da³o ¿ycie Gauntów? Powsta³ film, który Wam to poka¿e.
>> Czytaj Wiêcej

HPnet istnieje naprawdê

Kategoria: HPnet
Autor: Anastazja Schubert

W sierpniu HPnetowicze mieli okazjê spotkaæ siê w Krakowie. Jak by³o?
>> Czytaj Wiêcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Syriusz32

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Wiêcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Prefix u¿ytkownikaProrok Niecodzienny

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej

Historia pod skór± z...

Kategoria: Wywiady
Autor: Anastazja Schubert

Ka¿dy tatua¿ niesie ze sob± jak±¶ historiê. Jakie nios± te fanowskie, zwi±zane z m³odym czarodzie...
>> Czytaj Wiêcej

>> Wiêcej artyku³ów! <<

[NZ]Rozdzia³ 10 cz....

Tytu³: Rozdzia³ 10 cz.2 - Wizyta u Hagrida
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje...
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 10 cz....

Tytu³: Rozdzia³ 10 cz.1 - Wizyta u Hagrida
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje...
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 9 cz.2...

Tytu³: Rozdzia³ 9 cz.2 - Nocna przechadzka
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Wiêcej

Remus Lupin

Tytu³: Remus Lupin
Gatunek: Poezja
Autor: Kasia Koziorowska

Cykl wierszy po¶wiêcony Remusowi. :)
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 9 cz.1...

Tytu³: Rozdzia³ 9 cz.1 - Nocna przechadzka
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 8 cz.2...

Tytu³: Rozdzia³ 8 cz.2 - Nowi nauczyciele
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêcia i...
>> Czytaj Wiêcej

[NZ]Rozdzia³ 8 cz.1...

Tytu³: Rozdzia³ 8 cz.1 - Nowi nauczyciele
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix u¿ytkownikaNicram_93

W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêcia i...
>> Czytaj Wiêcej

>> Wiêcej fan fiction! <<
Statystyki
Online Statystyki
Go¶cie online: 41
Administratorzy online: 0
Aktualnie online: 0 osób
£±cznie na portalu jest
48,158 osób
Ostatnio zarejestrowany:

Rekord osób online:
Najwiêcej userów: 1414
By³o: 24.05.2026 16:48:00
Napisanych artyku³ów: 1,087
Dodanych newsów: 10,564
Zdjêæ w galerii: 21,490
Tematów na forum: 3,921
Postów na forum: 319,637
Komentarzy do materia³ów: 222,019
Rozdanych pochwa³: 3,327
Wlepionych ostrze¿eñ: 4,170
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  GRYFFINDOR!

Gryffindor
Punktów: 1509
uczniów: 4220
Hufflepuff
Punktów: 335
uczniów: 3778
Ravenclaw
Punktów: 916
uczniów: 4452
Slytherin
Punktów: 115
uczniów: 4107

Ankieta
Zima przejê³a Hogwart i okolice, ¶nieg mocno sypie, ale to Ciê nie powstrzyma przed robieniem planów. Zastanawiasz siê, co ciekawego mo¿na robiæ w weekend:

Bitwa na ¶nie¿ki to jest to! Mo¿e "zupe³nym przypadkiem" oberwie od nas przechodz±cy obok Snape.
12% [9 g³osów]

Plan to brak planu. Bêdê le¿eæ w ³ó¿ku, piæ kakao i plotkowaæ ze wspó³lokatorami z dormitorium.
40% [31 g³osów]

Mój nos utknie g³êboko w ksi±¿kach. Tylko pani Pince bêdzie mnie mog³a odgoniæ od czytania.
13% [10 g³osów]

Wymknê siê cicho do Miodowego Królestwa. Najwy¿sza pora uzupe³niæ zapasy s³odko¶ci.
9% [7 g³osów]

Postraszê we Wrzeszcz±cej Chacie. Uwielbiam ogl±daæ miny przechodniów, kiedy wydaje im siê, ¿e uciekaj± od duchów i upiorów.
12% [9 g³osów]

Ka¿da pogoda jest dobra na Quidditcha. ¦nieg nie powstrzyma mnie przed regularnymi treningami.
14% [11 g³osów]

Ogó³em g³osów: 77
Musisz zalogowaæ siê, aby móc zag³osowaæ.
Rozpoczêto: 07.02.23

Archiwum ankiet
Ostatnio w Hogwarcie
Hufflepuff[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w B³onia
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w B³onia
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piêtro
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
[NZ] Magia Przynale¿no¶ci
Severitus | AU 5 tom
Autor: Prefix u¿ytkownikaPhoe
Gatunek: Przygodowe
Ograniczenie wiekowe: +18
Przeczytano 70956 razy.
Rozdzia³y: [1], [2], [3], [4], [5], [6], [7], [8], [9], [10], [11], [12], [13], [14], [15], [16], [17], [18], [19], [20], [21], [22], [23].
[NZ] Magia Przynale¿no¶ci 20/?
Severitus | AU 5 tom
Niespodziewane spotkanie
Rozdzia³ 20. Niespodziewane spotkanie


Tak to ju¿ by­wa, ¿e kiedy cz³owiek ucieka przed swoim strachem, mo¿e siê prze­konaæ, ¿e zd±¿a je­dynie skrótem na je­go spotkanie.
— J.R.R. Tolkien


Z biegiem czasu Harry Potter, ch³opiec o kruczoczarnych w³osach, drobnej twarzy i jasnozielonych oczach, zmieni³ siê w kogo¶ zupe³nie innego — kogo¶, kim powinien byæ od samego pocz±tku. Pod koniec czwartego tygodnia Severus przesta³ rozpoznawaæ w nim Jamesa.

Choæ wydawa³oby siê to niemo¿liwe, krótkie w³osy nabra³y intensywniejszej barwy, migocz±c w ¶wietle dnia jak czysty wêgiel. Wreszcie miêkko uk³ada³y siê na g³owie, ale Harry — nauczony przez lata, ¿e wszelkie próby poskromienia ba³aganu s± bezskuteczne — darowa³ sobie u¿ywanie grzebienia. Nadal wiêc mia³ na g³owie nieporz±dek, lecz mo¿na by³o to nazwaæ artystycznym nie³adem zamiast byciem pora¿onym piorunem.

Po Lily odziedziczy³ nos — drobny i idealnie prosty — oraz oczy. Jednak nawet one nabra³y innego wyrazu. W oprawie gêstych rzês kontrastowa³y na tle jasnej buzi, przypominaj±c dwa starannie oszlifowane szmaragdy. Po Severusie natomiast otrzyma³ smuk³e d³onie oraz rysy twarzy. Mimo ¿e wci±¿ pozosta³a w nich pewna delikatno¶æ ¶wiadcz±ca o m³odym wieku, linia szczêki wyostrzy³a siê, policzki uwydatni³y, a usta zwêzi³y, co zwiastowa³o zmiany w pó¼niejszym ¿yciu, kiedy Harry stanie siê mê¿czyzn±.

Mimo ¿e urós³ tylko dwa cale <1> — co by³o rozczarowuj±ce, bo nawet z dodatkowym wzrostem pozostawa³ ni¿szy od rówie¶ników — chorobliwa ko¶cisto¶æ z³agodnia³a, nadaj±c sylwetce wra¿enie wytrzyma³o¶ci. Wreszcie przesta³ przywodziæ na my¶l patyczki po³±czone sznurkiem i Severus nie obawia³ siê, ¿e lada moment siê rozsypie. Przypuszcza³ jednak, ¿e dziêki eliksirowi witalizuj±cemu, który zacz±³ ostatnio dodawaæ do soku Harry'ego, w ci±gu najbli¿szych tygodni parê rzeczy zd±¿y siê jeszcze zmieniæ.

Ostatecznie Harry tylko zyska³. Sta³ siê przystojnym m³odzieñcem, du¿o przystojniejszym ni¿ by³ James i nieporównywalnie przystojniejszym od Severusa, który sporo cech odziedziczy³ po Tobiaszu, takich jak ziemista cera, zakrzywiony nos i cienkie w³osy z okropn± tendencj± do przet³uszczania. Czasami, gdy obserwowa³ ch³opca podczas wspólnych posi³ków, k±ciki jego ust unosi³y siê w perfidnym u¶miechu na my¶l, ¿e James Potter musi przewracaæ siê w grobie. Niekiedy jednak wci±¿ abstrakcyjna idea bycia ojcem nabiera³a realno¶ci i w takich momentach zadziwia³o go, jak to mo¿liwe, ¿e mia³ udzia³ w stworzeniu czego¶ tak… niezwyk³ego. Harry nie by³ zaledwie kopi± jego i Lily, ale wyj±tkow± mozaik± cech Snape'ów, Prince'ów i Evansów, zagarn±wszy dla siebie wszystko, co najlepsze.

Harry zmarszczy³ brwi i nos. Po tylu dniach spêdzonych razem Severus wiedzia³, ¿e my¶li nad problemem, z którym nie mo¿e sobie poradziæ.

W koñcu ch³opiec skrzywi³ siê i przejecha³ d³oni± przez bujn± grzywê, która wygl±da³a, jakby by³a kropka w kropkê ¶ci±gniêta z Howarda Prince'a. Nastêpnie skre¶li³ jedno ze zdañ, zwin±³ pergamin w rulonik i przesun±³ w kierunku Severusa. Mê¿czyzna przeskanowa³ list wzrokiem, nadal nie wiedz±c, co sprawia³o ch³opcu taki problem. Po upewnieniu siê, ¿e zawarto¶æ nie zdradza niczego niepo¿±danego, rozkaza³ Milly zanie¶æ pergamin do dyrektora, by ten przekaza³ go dalej podczas nastêpnej wizyty w Kwaterze G³ównej Zakonu.

— Zanim wyjdziemy, zaaplikuj ma¶æ. — Postawi³ na blacie s³oiczek. — Ca³a maskarada straci sens, je¶li twoje czo³o oznajmi ¶wiatu, kim naprawdê jeste¶.

Harry spojrza³ na niego ze zdziwieniem i potar³ palcami bliznê w kszta³cie b³yskawicy.

— To j± da siê usun±æ?

— Nie, poniewa¿ powsta³a w wyniku czarnej magii, ale mo¿na sprawiæ, ¿e bêdzie niewidoczna. Efekt utrzymuje siê maksymalnie czterdzie¶ci osiem godzin i opiera siê niemal wszystkim czarom ujawniaj±cym. Radzi³bym jednak aplikowaæ ma¶æ codziennie o sta³ej porze, bo traci potencja³ w zale¿no¶ci od czynników atmosferycznych. Woda os³abia jej dzia³anie, tak jak nadmierne gor±co lub zimno.

Harry wzi±³ s³oiczek do rêki. Zarówno szklane opakowanie, jak i bia³a zawarto¶æ wygl±da³y zwyczajnie i przypomina³y zwyk³y krem do r±k. Odkrêci³ wieczko i pow±cha³. Powietrze wype³ni³a przyjemna woñ koniczyny. Nabrawszy odrobinê, rozsmarowa³ w miejscu, gdzie znajdowa³a siê blizna. Po chwili pod opuszkami palców poczu³ niemal g³adk± skórê. Tylko je¶li bardzo siê postara³, wyczuwa³, ¿e blizna wci±¿ tam jest.

— £a³.

Zadowolony z pozbycia siê blizny, nawet je¶li tymczasowo, wsta³ od sto³u i nerwowo wyg³adzi³ letni± szatê. Dzi¶ szli do Londynu, by kupiæ ró¿d¿kê i za³atwiæ formalno¶ci w ministerstwie.

— Gotowy? — zapyta³ Snape, gdy stanêli w gabinecie przed kominkiem.

Harry spojrza³ w dó³ na nowe, wypolerowane buty. Po chwili wahania przytakn±³. Perspektywa podró¿y na ulicê Pok±tn± nie przedstawia³a siê tak zachêcaj±co jak jeszcze dwa dni temu. Racjonalna czê¶æ umys³u mówi³a mu, ¿e prawdopodobnie niepotrzebnie siê martwi, ale w±tpliwo¶ci i tak pozosta³y. Co je¶li kto¶ go rozpozna? Albo wpadnie na przyjació³ i przez przypadek powie co¶, czego nie powinien?

— Wszystko bêdzie dobrze — zapewni³ Snape. — Nawet je¶li twoi przyjaciele odnios± wra¿enie, ¿e rozmawiacie ze sob± nie po raz pierwszy, stwierdz± po prostu, ¿e jeste¶cie pokrewnymi duszami. Czasem tak siê zdarza, ¿e poznajemy kogo¶ zupe³nie nowego, a wydaje nam siê, jakby¶my siê znali ca³e ¿ycie. Musisz jedynie pilnowaæ gestów i tego, co mówisz.

Harry westchn±³ ciê¿ko. Opanowywanie pewnych przyzwyczajeñ sprawia³o mu zdecydowan± trudno¶æ. Przez kilka ostatnich dni Snape wci±¿ go upomina³. Nawet je¶li czê¶æ dawnego zachowania znik³a wraz z nowym wygl±dem (zauwa¿y³ na przyk³ad, ¿e w nowym ciele du¿o naturalniej siedzi siê lub stoi w pewien okre¶lony sposób), to jednak nic nie móg³ poradziæ na przygryzanie wargi, mierzwienie w³osów czy wzruszanie jednym ramieniem. Jasn± stron± tej sytuacji by³o to, ¿e powa¿ny problem stanowi³oby dopiero zachowanie wszystkich dawnych przyzwyczajeñ. Tych kilku prawdopodobnie i tak nikt nie zauwa¿y. No mo¿e oprócz Hermiony, doda³ ponuro w my¶lach.

Tymczasem zaskoczy³o go, ¿e pomimo tylu zmian czu³ siê dobrze we w³asnej skórze, nawet je¶li wci±¿ nie móg³ przyzwyczaiæ siê do ogl±dania w lustrze nieznajomej twarzy i s³uchania g³osu, który nabra³ wiêkszej g³êbi i nieco innej barwy. Koniec koñców Harry zrozumia³, dlaczego proces przemiany trwa³ tak d³ugo. Gdyby nast±pi³o to w ci±gu jednego dnia, prze¿y³by prawdziw± traumê. Samo wyobra¿enie tego wywo³ywa³o ciarki.

Snape wskaza³ na miseczkê stoj±c± na gzymsie i Harry, rad nierad, chwyci³ gar¶æ proszku Fiuu. Nastêpnie wrzuci³ go do ognia i wkroczy³ w p³omienie.

— Dziurawy Kocio³! — zawo³a³.

¦wiat zawirowa³ w karuzeli barw i ¶wi¶cie powietrza, kiedy pêdzi³ z zawrotn± prêdko¶ci± przez kolejne kominki. Zrobi³o mu siê niedobrze, wiêc zamkn±³ oczy i dla pewno¶ci bardziej przycisn±³ ³okcie do boków. Kiedy kominek go wyplu³, niemal rozp³aszczy³ siê na pod³odze, ale w porê kto¶ chwyci³ go za ramiê.

— Wszystko w porz±dku?

Harry uniós³ g³owê i spojrza³ w prostoduszn± twarz barmana.

— Um… t-tak? — wyj±ka³, sprawdzaj±c, czy na pewno wszystko znajduje siê na swoim miejscu.

Kominek rozb³ysn±³ zieleni± i z paleniska wyst±pi³ Snape. Po zobaczeniu barmana skin±³ g³ow± na powitanie.

— Dzieñ dobry, Tom. Alan, wszystko w porz±dku?

£ysy barman uniós³ obie brwi w zdziwieniu i przyszpili³ ch³opca spojrzeniem, sprawiaj±c, ¿e Harry przest±pi³ nerwowo z nogi na nogê.

— Moje nieba, czy¿by…?

K±cik ust Snape'a uniós³ siê lekko.

— W rzeczy samej — odpar³ spokojnie. — Alan, to jest Tom, w³a¶ciciel Dziurawego Kot³a. Tom, to Alan, mój syn.

D¼wiêcz±ca w g³osie duma sprawi³a, ¿e przez sekundê Harry wpatrywa³ siê w Snape'a z rozdziawion± buzi±, ale szybko skarci³ siê za g³upotê. Snape nie by³by szpiegiem, gdyby nie potrafi³ graæ.

— Mi³o mi pana poznaæ — powita³ Harry grzecznie.

— Mnie równie¿, ch³opcze. — Nastêpnie barman zwróci³ siê do Snape'a. — Nie wiedzia³em, ¿e masz syna.

— To samo móg³bym powiedzieæ o sobie… — mrukn±³ Snape z ponurym sarkazmem, ale g³o¶no doda³: — Wybacz, ale spieszymy siê. Prawdopodobnie w pierwszym tygodniu wrze¶nia skuszê siê na kieliszek whisky. Przy tak du¿ym zaopatrzeniu szko³y zawsze s± jakie¶ pomy³ki i potem trzeba korygowaæ zamówienie u Sluga i Jiggersa.

Barman klasn±³ w rêce i wyszczerzy³ zêby, powracaj±c za kontuar.

— Ale¿ oczywi¶cie. Do widzenia, profesorze Snape.

Wyszli na podwórze. Snape stukn±³ ró¿d¿k± w odpowiedni± ceg³ê. Przej¶cie otworzy³o siê, ukazuj±c jak zwykle gwarn± i pe³n± niesamowito¶ci ulicê Pok±tn±. Harry wykrêca³ szyjê, chc±c zobaczyæ wszystko naraz. Choæ zna³ to miejsce bardzo dobrze, liczne stragany i magiczne szyldy przykuwa³y uwagê. Tym razem jednak co¶ tu zdecydowanie nie pasowa³o. Czarodzieje zmierzali w po¶piechu od sklepu do sklepu, wodz±c oczami lêkliwie, jakby w obawie, ¿e nagle kto¶ zaatakuje ich zza pleców.

Zauwa¿ywszy zmarszczone czo³o Harry'ego, Snape wskaza³ na najbli¿sz± witrynê, gdzie wisia³ plakat z ruchom± podobizn± jednego ze zbieg³ych ¶miercio¿erców.

— Po ataku na ministerstwo i wtargniêciu do Azkabanu ludzie przestali czuæ siê bezpiecznie. Czarny Pan powróci³, a s³udzy s± u jego boku. To wystarczaj±cy powód do strachu.

Wkrótce natrafili na aptekarniê i mê¿czyzna da³ znak, ¿e zatrzymaj± siê w niej na chwilê. Dzwonek przy drzwiach zabrzêcza³, gdy przekroczyli próg. Harry wstrzyma³ oddech, kiedy w jego nozdrza wdar³ siê ostry zapach zió³ i sk³adników do eliksirów. Na pó³kach rozpo¶ciera³y siê szczurze ³apki, w±troby jaszczurek, ¿abie oczy, ró¿nokolorowe pazury, wysuszone skóry wê¿y i wiele innych. Wiedziony makabryczn± ciekawo¶ci± zajrza³ do beczu³ki, w której p³ywa³o co¶ ró¿owego oraz o¶lizg³ego. Kiedy rozpozna³ mózgi, natychmiast zadr¿a³ i odwróci³ wzrok.

Poniewa¿ Snape sta³ przy kontuarze, zajêty negocjowaniem cen smoczej krwi i ³usek szyszkowców olbrzymich <2>, z nudów Harry okr±¿y³ sklep. Wiêkszo¶æ ingrediencji by³a absolutnie odra¿aj±ca, ale od czasu do czasu znajdowa³ co¶ na tyle interesuj±cego, ¿e nie potrafi³ powstrzymaæ siê od dziabniêcia weñ palcem. W³a¶nie przygl±da³ siê czemu¶, co podejrzanie przypomina³o skórê bazyliszka, gdy us³ysza³ swoje imiê. Widz±c, ¿e Snape dobi³ targu, pos³usznie pod±¿y³ za nim na zalan± s³oñcem ulicê.

To by³o bardzo dziwne do¶wiadczenie — zwyczajnie i¶æ ulic± ze ¶wiadomo¶ci±, ¿e nie musz± obawiaæ siê ataku. Rola Snape'a gwarantowa³a im bezpieczeñstwo, ale mimo to Harry wola³ wróciæ do domu bez ¿adnych niespodzianek. Nie wiedzia³, jak zareagowa³by, gdyby nagle na ulicy Pok±tnej aportowa³ siê Voldemort wraz ze ¶miercio¿ercami.

My¶li te natychmiast ulecia³y z jego g³owy, gdy dostrzeg³ sklep z markowym sprzêtem do quidditcha. Zwolni³ wiedziony jak±¶ nienazwan± si³±. Nawet nie zauwa¿y³, kiedy stan±³ przed wystaw±, ³owi±c ka¿dy detal B³yskawicy — od wypolerowanej r±czki po idealnie proste witki. Wci±¿ by³a najlepsz± miot³± ¶wiata.

Nagle poczu³ na ramieniu d³oñ Snape'a.

— Przepraszam, ja tylko… — pospieszy³ z wyja¶nieniem.

— Nic nie szkodzi. — Snape pochyli³ siê nad jego ramieniem, jakby chc±c zobaczyæ B³yskawicê z bliska, i doda³ cicho: — Twoja ostatnia miot³a zosta³a zniszczona podczas ucieczki, prawda? — Harry nagle zrozumia³, ¿e mê¿czyzna udawa³ zainteresowanie, ¿eby unikn±æ pods³uchania przez przechodniów. — Kupienie nowej miot³y nie by³oby problemem, jednak nie bêdziesz móg³ w tym roku graæ.

Harry spojrza³ na Snape'a os³upia³y. Wpierw nie wierzy³, ¿e mê¿czyzna rozwa¿a³ kupienie nowej miot³y, a potem dotar³a do niego dalsza czê¶æ zdania.

— A-ale dlaczego? — wykrztusi³.

Tylko w powietrzu czu³ siê prawdziwie wolny. Nie wyobra¿a³ sobie teraz jedynie obserwowaæ, jak graj± inni.

— Poniewa¿ nie posiadasz pe³nej sprawno¶ci i by³oby to niebezpieczne. Wci±¿ przy³apujê ciê na tym, jak siê potykasz albo jak co¶ wypada ci z r±k.

— Ale na pewno jest jaki¶ sposób! — zaprotestowa³ ¿arliwie. — Jaki¶ czar, który przyklei³by mnie do miot³y albo uniemo¿liwi³ upadek.

— Po co s± t³uczki? — zapyta³ nagle Snape.

Przez moment zabrak³o Harry'emu s³ów. Dlaczego Snape zadaje tak oczywiste pytanie?

— ¯eby zrzuciæ graczy z miot³y i tym samym utrudniæ zdobycie kafla albo znicza.

— Dok³adnie. Zatem ka¿dy czar uniemo¿liwiaj±cy to jest sprzeczny z regulaminem. Ponadto przyklejenie, jak to nazwa³e¶, nie rozwi±zuje problemu kontroli nad miot³±. Równie dobrze mo¿esz wpa¶æ na innego ucznia albo rozbiæ siê o ziemiê razem z miot³±.

Harry wbi³ wzrok w wystawê, staraj±c siê zapanowaæ nad tym okropnym uczuciem, które wezbra³o w gardle. Los rzeczywi¶cie by³ pod³y. Z kilku drobnych rado¶ci, jakie mu pozosta³y, i to musia³ odebraæ. Nawet gdyby Snape nie kupi³ mu miot³y — co zreszt± Harry zak³ada³ od samego pocz±tku — zawsze pozostawa³o po¿yczenie jednej ze szkolnych. Teraz natomiast okaza³o siê, ¿e w ogóle nie bêdzie móg³ lataæ — ani na swojej, ani na po¿yczonej.

Dalsz± drogê spêdzili w milczeniu, mijaj±c kolejne sklepy i stragany. Ca³e wyposa¿enie, wymagane do rozpoczêcia nowego roku szkolnego, zosta³o zamówione przez sowi± pocztê, wiêc Harry'emu brakowa³o wy³±cznie ró¿d¿ki. Nie musia³ nawet odwiedzaæ Madame Malkin, bo dzieñ wcze¶niej ponownie przyby³ krawiec Snape'a, tym razem w celu dopasowania szkolnych szat i uzupe³nienia zimowej garderoby. O dziwo, pan Whitby zachowywa³ siê, jakby nigdy wcze¶niej nie spotka³ s³awnego Harry'ego Pottera. Jedynym wyja¶nieniem tej ewidentnej luki w pamiêci, jakie przychodzi³o Harry'emu do g³owy, by³o to, ¿e Snape ma z ni± co¶ wspólnego.

Po krótkim przystanku w Magicznej Mena¿erii i kupieniu przysmaku dla Hedwigi stanêli przed maleñkim sklepem Ollivandera. Wygl±da³ dok³adnie tak jak cztery lata temu. Z³uszczone, z³ote litery zdobi³y szyld nad drzwiami, a wewn±trz by³o zupe³nie pusto, je¶li nie liczyæ krzes³a z wysokim oparciem i pude³ek piêtrz±cych siê od pod³ogi do sufitu.

— Dzieñ dobry — powita³ ich znajomy g³os. Srebrzyste oczy spojrza³y przenikliwie na Harry'ego, by po kilku sekundach przenie¶æ siê na Snape'a. — W czym mogê pomóc?

— Tego roku Alan do³±czy do Hogwartu i potrzebuje nowej ró¿d¿ki. Wcze¶niejsza zosta³a z³amana podczas upadku z miot³y.

— Maj± j± pañstwo przy sobie? — zapyta³ Ollivander, a jego oczy spoczê³y ponownie na Harrym, jakby oczekuj±c, ¿e za moment ow± ró¿d¿kê poka¿e.

Kiedy Snape siêgn±³ za pazuchê z wyra¼nym zamiarem, serce Harry'ego skoczy³o do gard³a. Snape nie mo¿e posiadaæ jego zniszczonej ró¿d¿ki, prawda? A nawet je¶li jakim¶ cudem j± znalaz³, oznacza³oby to, ¿e Ollivander natychmiast rozpozna, do kogo nale¿y!

Jednak wyci±gniêta przez niego ró¿d¿ka nie mia³a jedenastu cali i nie by³a wykonana z ostrokrzewu.

— Hm… — mrukn±³ Ollivander, ostro¿nie ujmuj±c dwa koñce po³±czone wy³±cznie cienkim w³ókienkiem. — Z przykro¶ci± muszê stwierdziæ, ¿e ma pan racjê, profesorze Snape. Pañski syn bêdzie potrzebowa³ nowej ró¿d¿ki. Rdzeñ jest uszkodzony, a tego nie da siê naprawiæ. — Zbli¿y³ ró¿d¿kê do twarzy i przesun±³ d³ugim palcem po r±czce. — Tak, dzie³o Gregorowicza. Dziesiêæ cali, jesion, w³os z grzywy sfinksa.

Nastêpnie wszystko potoczy³o siê jak podczas pierwszej wizyty. Ollivander zapyta³, która rêka ma moc, ta¶ma pobra³a pomiary, a potem podawa³ ró¿d¿ki do wypróbowania. Niestety i tym razem Harry próbowa³ i próbowa³, ale ¿adna nie by³a odpowiednia — albo reagowa³a awersj±, albo nie dzia³a³a, albo te¿ czarodziej zabiera³ j±, mrucz±c „nie, nie…”, zanim Harry zd±¿y³ machn±æ. Po godzinie, kiedy wokó³ nich uros³y stosy wypróbowanych ró¿d¿ek, pan Ollivander by³ w rozterce, a Harry czu³ ogromne rozczarowanie.

— Przyznam, ¿e ju¿ kilka razy mia³em podobn± sytuacjê, ale ostatecznie zawsze udawa³o siê znale¼æ odpowiedni± ró¿d¿kê. Tym razem obawiam siê jednak, ¿e nie posiadam takiej, która by³aby chêtna wybraæ pana Alana.

Czarodziej wydawa³ siê bardzo zaniepokojony tym faktem.

— Czy mo¿na wykonaæ ró¿d¿kê na zamówienie? — zapyta³ Snape. — Mo¿e to bêdzie w³a¶ciwe wyj¶cie?

— Jak najbardziej. Niemniej problem mo¿e tkwiæ w wyborze rdzenia. U¿ywamy tylko rogów jednoro¿ca, piór feniksa i smoczych serc… — Nagle oczy Ollivandera rozszerzy³y siê do komicznych rozmiarów. Z nowym wigorem ruszy³ do wystawy, gdzie na wyblak³ej poduszce le¿a³a samotna ró¿d¿ka <3>. Harry us³ysza³, jak czarodziej mruczy do siebie: — Czemu wcze¶niej o tym nie pomy¶la³em…

Ollivander podniós³ ostro¿nie ró¿d¿kê. Przypomina³a ko¶æ s³oniow±, a na jej r±czce widnia³y dziwne znaki.

— Liczy niemal dwa i pó³ tysi±ca lat i jest jedn± z pierwszych ró¿d¿ek, jak± wykonali Ollivanderowie. Przez tak d³ugi czas nie znajdywa³a w³a¶ciciela, ¿e w koñcu sta³a siê jedynie eksponatem. Za³o¿yciel sklepu, Marcus Ollivander, tworzy³ wtedy z przeró¿nych magicznych stworzeñ. Gryfów, wiwern, a nawet bazyliszków. Ta jest wykonana z osiki, ma dok³adnie dwana¶cie cali i rdzeñ z pióra pegaza. Pegazy to potê¿ne stworzenia, ale równie¿ niezwykle szlachetne — s± szybkie i wytrzyma³e, a jednocze¶nie przyjacielskie i ³agodne. Potrafi± uzdrowiæ ¶miertelnie chorego cz³owieka, je¶li zas³u¿y sobie na ich mi³o¶æ. Jednak rzadko darz± zaufaniem i oddaj± swoje serce. Mo¿e dlatego ró¿d¿ka nie znalaz³a w³a¶ciciela. Je¶li bêdzie komu¶ s³u¿yæ, to tylko jednemu czarodziejowi. W obcych rêkach stanie siê zaledwie kawa³kiem drewna. W±tpiê nawet, czy w razie przegranej w pojedynku rozpozna innego w³a¶ciciela ni¿ tego, którego wybra³a na samym pocz±tku.

— A te znaki? — zapyta³ Harry.

Nigdy wcze¶niej nie widzia³ ró¿d¿ki wykonanej w ten sposób, na dodatek tak piêknie.

— Celtyckie symbole. — Czarodziej obróci³ powoli ró¿d¿kê. — Zobacz, jest ich piêæ, co nie jest bez znaczenia. O ile czwórka przedstawia cztery elementy wszech¶wiata, jak chocia¿by cztery ¿ywio³y czy cztery pory roku, o tyle pi±ty element je jednoczy. Razem s± ¼ród³em mocy, która mo¿e zostaæ wykorzystana przez ludzki umys³. — D³ugi palec wskaza³ pierwszy symbol, a przynajmniej tak siê Harry'emu wydawa³o, bo ciê¿ko by³o powiedzieæ, gdzie znaki siê zaczyna³y, a gdzie koñczy³y. — Pierwsza to quaternara, plecionka tarczy. Symbolizuje ochronê, ale poniewa¿ ma otwarte ¶cie¿ki, oznacza równie¿ podró¿. Celtyccy wojownicy dekorowali ni± w³asne tarcze. Druga to plecionka wieczno¶ci i symbolizuje zwyciêstwo ¿ycia nad ¶mierci±. Trzecia to triquetra, inaczej trzy jedno¶ci. Przedstawia nierozerwaln± wiê¼. £±czy przesz³o¶æ, tera¼niejszo¶æ i przysz³o¶æ, a tak¿e kreacjê, trwanie i destrukcjê. Czwarta nazywa siê triskelion. Jej wygl±d opiera siê na koncepcji ruchu, bo symbolizuje dzia³anie i rozwój. Ostatnia natomiast znana jest jako drzewo ¿ycia lub wêze³ dara, poniewa¿ „doire” w jêzyku irlandzkim znaczy „dêbowe drzewo”. Mia³a szczególne znaczenie w czasach najwiêkszej próby, kiedy trzeba by³o wykazaæ siê wewnêtrzn± si³±, odwag± i mêstwem. — Ollivander uniós³ wzrok znad ró¿d¿ki. — Podsumowuj±c, razem staj± siê potê¿nym magicznym talizmanem <4>.

Nawet Snape sprawia³ wra¿enie zainteresowanego. Pochyli³ siê nisko, studiuj±c z bliska bia³± ró¿d¿kê.

— W po³±czeniu z drewnem, rdzeniem i symbolami ¶miem twierdziæ, ¿e to jedna z najpotê¿niejszych ró¿d¿ek, jakie kiedykolwiek zosta³y wyprodukowane przez Ollivanderów. Niestety nikt nie wydawa³ siê jej wystarczaj±co godny.

Harry westchn±³ ze zrezygnowaniem. Skoro ró¿d¿ka nie znalaz³a wcze¶niej wystarczaj±co godnego czarodzieja, nie by³o szans, ¿eby wybra³a akurat jego. Mo¿e polubi³aby Merlina albo Dumbledore'a — kogo¶ m±drego, szlachetnego, odwa¿nego i potê¿nego — ale z pewno¶ci± nie Harry'ego.

Jednak Ollivander wyci±gn±³ ku niemu ró¿d¿kê i ch³opiec nie mia³ innego wyboru, jak j± chwyciæ.

Gdy tylko czubki palców dotknê³y bia³ego drewna, poczu³ przyjemne ciep³o, a przez jego cia³o przemknê³a nieopisana rado¶æ. Roze¶mia³ siê, gdy z koñca ró¿d¿ki wytrysnê³y z³ote i srebrne iskry, o¶wietlaj±c ca³y sklep. Czu³ siê tak, jakby odzyska³ utraconego przyjaciela albo znalaz³ co¶ niezwykle cennego — cenniejszego od skarbów skrytych w podziemiach Gringotta, a ju¿ na pewno cenniejszego ni¿ wszystkie miot³y ¶wiata.

Kiedy spojrza³ na Ollivandera, w oczach czarodzieja b³yszcza³y ³zy wzruszenia.

— Cudownie, cudownie! Ten dzieñ przejdzie w mojej rodzinie do historii. Dwa i pó³ tysi±ca lat! Nie s±dzi³em, ¿e do¿yjê tej chwili. Naprawdê nie s±dzi³em. Nie do wiary. No, no, no, panie Snape, z pewno¶ci± mo¿na spodziewaæ siê po panu wielkich rzeczy! Byæ mo¿e nawet zmieni pan bieg historii.

Dreszcz przebieg³ po plecach Harry'ego. Ollivander nie by³ daleki od prawdy. Je¶li jakim¶ cudem uda siê mu kiedy¶ pokonaæ Voldemorta, zdecydowanie bêdzie to mo¿na nazwaæ zmian± biegu historii.

Snape zap³aci³ Ollivanderowi piêædziesi±t galeonów, o dziesiêæ wiêcej ni¿ ten za¿±da³, twierdz±c, ¿e taka ró¿d¿ka wymaga swojej ceny. Zaaferowany czarodziej odprowadzi³ ich do drzwi, k³aniaj±c siê w pas na po¿egnanie.

Harry ostro¿nie schowa³ nowy nabytek do kieszeni szaty i westchn±³ szczê¶liwie. Mia³ now± ró¿d¿kê i do tego nie byle jak±.

Snape spojrza³ na niego i k±ciki jego ust unios³y siê w u¶miechu.

— Muszê stwierdziæ, ¿e to by³o niezwyk³e.

Harry przytakn±³ w pe³nej zgodzie.

— Do tej pory nie wierzê, ¿e ró¿d¿ka wybra³a w³a¶nie mnie. By³em pewny, ¿e wyjdê ze sklepu z pustymi rêkami.

— Wed³ug mojej wiedzy ró¿d¿ki wykonane z osiki posiadaj± wybitny potencja³ magiczny i s± idealne zarówno do walki ofensywnej, jak i defensywnej. Przyk³adowo w osiemnastowiecznych klubach pojedynków posiadano ró¿d¿ki wykonane wy³±cznie z osiki. Nie do¶æ, ¿e ³adnie wygl±daj±, to jeszcze w razie ataku przez wampira mog± pos³u¿yæ jako ko³ek do przebicia serca. Mimo ¿e jestem przeciwny u¿ywaniu ró¿d¿ek w tak niegodny sposób, z pewno¶ci± nie zawaha³bym siê d¼gn±æ ni± wampira w akcie desperacji. Jestem przekonany, ¿e bêdzie ci dobrze s³u¿yæ.

Harry wlepi³ rozszerzone oczy w Snape'a. Nigdy nie wpad³by na to, by u¿yæ ró¿d¿ki w taki sposób, choæ po zastanowieniu mia³o to sens. W trzeciej klasie przerabiali wampiry, wiêc doskonale zdawa³ sobie sprawê, ¿e potrafi± byæ równie niebezpieczne co wilko³aki podczas pe³ni. Poniewa¿ czarodzieje polegali na ró¿d¿ce, Remus nauczy³ ich zaklêæ pozwalaj±cych utrzymaæ g³odnego wampira na dystans, ale Harry wiedzia³, ¿e teoria nie zawsze sprawdza siê w praktyce. Wtedy rzeczywi¶cie posiadanie pod rêk± osinowego ko³ka mo¿e uratowaæ ¿ycie. Problem polega³ na tym, ¿e ¿aden normalny czarodziej nie nosi³ go w torebce, tak na wszelki wypadek.

By³ tak zaabsorbowany w³asnymi my¶lami, ¿e nie zwraca³ uwagi na to, co siê wokó³ niego dzieje. Powietrze zosta³o wydarte z jego p³uc, kiedy z ca³± si³± zderzy³ siê z czym¶ miêkkim, a jednocze¶nie nieustêpliwym. W porê Snape z³apa³ go za ramiê, ratuj±c przed zwaleniem z nóg. Zdezorientowany Harry wyduka³ krótkie „dziêki”. Przed nim, w¶ród rozrzuconych na bruku ksi±¿ek, zobaczy³ burzê br±zowych loków, która mog³a nale¿eæ tylko do jednej osoby.

Hermiona.

Harry sta³ jak spetryfikowany, gdy przyjació³ka wrzuca³a do torby kolejne ksi±¿ki. Snape ¶cisn±³ jego ramiê ostrzegawczo.

— Panno Granger, proszê na przysz³o¶æ patrzeæ przed siebie! — G³os Snape'a przeci±³ powietrze jak brzytwa.

Hermiona podnios³a torbê i z przera¿eniem spojrza³a na góruj±cego przed ni± nauczyciela.

— Bardzo przepraszam, panie profesorze. Naprawdê nie wiem, jak mog³am nie zauwa¿yæ… S³owo dajê… Wszystko w porz±dku? — zwróci³a siê do Harry'ego, który wci±¿ bêd±c oszo³omionym, jedynie kiwn±³ g³ow±. Dziewczyna wyci±gnê³a d³oñ. — Chyba siê nie znamy. Nazywam siê Hermiona Granger.

Harry u¶cisn±³ d³oñ i wykrztusi³:

— Alan. Alan Snape.

Br±zowe oczy rozszerzy³y siê w zaskoczeniu i z ust dziewczyny wydoby³o siê krótkie „och”. Spojrza³a na Snape'a, a potem na Harry'ego, jakby próbowa³a ich porównaæ.

— Nie wiedzia³am… To znaczy nie przypuszcza³am, ¿e ma pan… no w³a¶nie...

Zak³opotana Hermiona, która nie wie, co powiedzieæ, by³a tak rzadkim zjawiskiem, ¿e Harry od razu siê u¶miechn±³.

— Nie sprawia takiego wra¿enia, prawda? — za¿artowa³, dostaj±c od Snape'a kolejne ostrze¿enie, na co mia³ ochotê wywróciæ oczami.

Hermiona zarumieni³a siê jeszcze bardziej, ale widz±c pochmurn± minê mê¿czyzny, szybko zmieni³a temat.

— Nie pamiêtam ciê z Hogwartu. Uczêszczasz do której¶ z zagranicznych szkó³?

Harry od razu pozna³, ¿e przyjació³ka umiera z ciekawo¶ci, by zapytaæ „dlaczego nie do Hogwartu?”. Wszak Snape jest tam profesorem, a sam Hogwart mia³ s³awê na ca³y ¶wiat. Jednak dobre maniery i obawa przed gniewem Snape'a pow¶ci±gnê³y jej pragnienie zdobycia wiedzy.

— Pobiera³em prywatn± edukacjê. Ale w tym roku idê do Hogwartu. D³uga historia.

— Na pewno ci siê u nas spodoba. Sama nie mogê siê ju¿ doczekaæ pierwszego wrze¶nia! — Nagle dojrza³a co¶ w oddali. Na szczê¶cie byli to tylko pañstwo Granger. Harry nie wiedzia³, jak poradzi³by sobie, gdyby zjawili siê jeszcze Ron i reszta Weasleyów. Owszem, têskni³ za nimi, ale kompletnie nie wiedzia³, jak odnale¼æ siê w skórze Alana Snape'a. — No to do zobaczenia w poci±gu. Do widzenia, profesorze.

Harry pomacha³ jej na po¿egnanie.

Snape nie odpowiedzia³, choæ nie spuszcza³ z Hermiony wzroku, dopóki nie zniknê³a w t³umie.

— Mog³e¶ jej odpowiedzieæ — burkn±³ Harry, z³y na tak niegrzeczne potraktowanie przyjació³ki.

Snape prychn±³.

— Nigdy nie lubi³em panny Wiem-To-Wszystko. Straszna z niej m±drala, która pragnie byæ w centrum uwagi.

— Gdyby¶ naprawdê zna³ Hermionê, nie mówi³by¶ tak.

Na te s³owa Snape jedynie mrukn±³ niezobowi±zuj±co.

Wkrótce zostawili za sob± Pok±tn±. Przez d³u¿szy czas szli ulicami mugolskiej czê¶ci Londynu, a¿ trafili na niezbyt zachêcaj±co wygl±daj±c± alejkê, która znajdowa³a siê w¶ród niskich, obdrapanych biurowców.

— Wskakuj — nakaza³ Snape, wskazuj±c na czerwon± budkê telefoniczn±. Brakowa³o w niej kilku szyb, a aparat telefoniczny wisia³ krzywo, jakby kto¶ usilnie próbowa³ go oderwaæ.

Nieco zbity z tropu wszed³ do ¶rodka. Snape wcisn±³ siê obok i chwyci³ za s³uchawkê. Nastêpnie wykrêci³ numer sze¶æ, dwa, cztery, cztery, dwa.

— M-A-G-I-A — skomentowa³ Snape. — Has³o otwieraj±ce przej¶cie do ministerstwa.

Z wnêtrza aparatu rozleg³ siê ch³odny ¿eñski g³os:

— Witamy w Ministerstwie Magii. Proszê podaæ imiê, nazwisko i sprawê.

Snape udzieli³ wymaganej informacji i szczelina, która zwykle zwraca monety, wyplu³a dwie srebrne plakietki. Przypiêli je sobie do piersi.

— Szanowny interesancie, przypominamy o konieczno¶ci poddania siê kontroli osobistej i okazania ró¿d¿ki do rejestracji przy stanowisku ochrony, które mie¶ci siê w koñcu atrium.

Pod³oga budki telefonicznej zadygota³a i zaczêli opadaæ. Chodnik przesuwa³ siê w górê, a¿ zostali poch³oniêci przez ciemno¶æ, ale nied³ugo potem u ich stóp pojawi³ siê pasek z³otego ¶wiat³a, który rozszerza³ siê, z wolna ukazuj±c imponuj±cej wielko¶ci hol z wypolerowan± posadzk± z ciemnego drewna.

— Ministerstwo Magii ¿yczy pañstwu mi³ego dnia — oznajmi³ kobiecy g³os.

Drzwi otworzy³y siê i Harry okrêca³ g³owê, chc±c przyjrzeæ siê wszystkiemu naraz: sufitowi z l¶ni±cymi, nieustannie zmieniaj±cymi siê symbolami; kominkom, z których co parê sekund ze ¶wistem wynurza³a siê nowa postaæ; fontannie z pos±gami centaura, goblina i skrzata domowego wpatruj±cych siê z zachwytem w dwóch czarodziejów, a tak¿e ubranemu w ró¿nokolorowe szaty t³umowi, który zmierza³ ku z³otym wrotom w drugim koñcu holu<4>.

— Têdy — powiedzia³ Snape, kieruj±c siê do biurka, nad którym wisia³a tabliczka z napisem: OCHRONA.

Kiedy zostali zeskanowani prêtem przypominaj±cym antenê samochodow±, a ich ró¿d¿ki zmierzono na mosiê¿nej wadze o jednej szalce, przeszli do mniejszego holu, gdzie znajdowa³o siê kilkana¶cie wind. Nie minê³o wiele czasu, a¿ krata najbli¿szej z nich rozsunê³a siê i w milczeniu zjechali w dó³, ku Departamentowi Czarodziejskiej Rodziny mieszcz±cemu siê na czwartym piêtrze.

Na koñcu korytarza przywita³ ich Dumbledore i zaprowadzi³ do sali pachn±cej pergaminem, w której wszêdzie piêtrzy³y siê szuflady. Dyrektor machn±³ ró¿d¿k± i jedna z nich rozb³ys³a na z³oto. Wy³owi³ w³a¶ciw± teczkê, a nastêpnie wskaza³ na dwa fotele stoj±ce przy mahoniowym biurku.

— Severusie, wype³nij tutaj.

Harry zerkn±³ na pergamin, który Dumbledore po³o¿y³ przed Snape'em. By³ to d³ugi formularz z mnóstwem rubryk, a wszystkie dotyczy³y Harry'ego — jego poprzedniego oraz nowego imienia i nazwiska, daty urodzenia, danych dotycz±cych rodziców, informacji o ¿yj±cych i nie¿yj±cych cz³onkach rodziny, chrzestnych, a nawet opiekunach, którzy mieliby przej±æ opiekê w razie nag³ej ¶mierci rodzica.

Widz±c, kogo Snape wymieni³ w ostatniej rubryce, Harry rozdziawi³ usta.

— Kiedy z nimi rozmawia³e¶?

Snape utkwi³ w nim ciemne spojrzenie.

— Nie rozmawia³em, ale nie wybra³bym ich, gdybym nie by³ pewny, ¿e przyjm± ciê bez protestu. Wiem, ¿e wiele dla ciebie znacz±, a tak¿e mam ¶wiadomo¶æ, ¿e uczucia te s± odwzajemnione. To jest moja wola — postuka³ palcem w rubrykê z imionami Molly i Artura — a nasze rodziny ³±cz± wiêzy krwi, nawet je¶li odleg³e. Dodatkowo przeznaczy³em wystarczaj±c± sumê pieniêdzy na twoje utrzymanie, ¿eby aspekt finansowy nie stanowi³ problemu. Nikt nie bêdzie mia³ prawa zakwestionowaæ mojego wyboru.

— Czy to naprawdê konieczne? — zapyta³ Harry. — To znaczy nie spodziewasz siê umrzeæ, prawda?

To by³o dziwne, ale my¶l ta powodowa³a osobliwe uczucie w ¿o³±dku Harry'ego. Pomimo burzliwego miesi±ca i braku sympatii do Snape'a u¶wiadomi³ sobie, ¿e jest ju¿ zmêczony zmianami. Weasleyowie z pewno¶ci± przyjêliby go z otwartymi ramionami, ale znowu musia³by dostosowywaæ siê do nowej sytuacji. Z drugiej strony têskni³ za rodzinnym ciep³em, które zawsze czu³, bêd±c w towarzystwie Weasleyów, wiêc nie potrafi³ zrozumieæ, czemu nagle my¶l o wyprowadzeniu siê z Prince Manor zaczê³a napawaæ go obaw±. A mo¿e zwyczajnie martwi³ siê tym, co powie Ron na fakt, ¿e jest synem Snape'a? Ron zawsze by³ w gor±cej wodzie k±pany. No i jak zareaguj± Molly i Artur? Czy bêd± go traktowaæ inaczej?

Snape wzruszy³ ramionami.

— Trwa wojna. Nigdy nie wiadomo, co siê stanie.

Po tym nast±pi³a cisza wype³niona skrobaniem pióra. W koñcu mê¿czyzna z³o¿y³ podpis i wskaza³ Harry'emu miejsce do zrobienia tego samego. W momencie, w którym atrament wsi±k³ w pergamin po postawieniu ostatniej litery nowego nazwiska, teczka le¿±ca na biurku zadygota³a. Pyknê³o i obok pojawi³a siê druga, podpisana Alan Snape.

— To mia³o tak zrobiæ? — zapyta³ Harry niepewnie.

Dumbledore za¶mia³ siê.

— Spójrz sam — powiedzia³, przesuwaj±c ku niemu teczkê.

W ¶rodku znajdowa³y siê wszystkie dane na jego temat: karta chorobowa, oceny uzyskane pod koniec ka¿dego roku edukacji (nawet ucz±c siê prywatnie, musia³by byæ co roku egzaminowany przez najbli¿sz± szko³ê), dane dotycz±ce rodziców, czy te¿ miejsca obecnego zamieszkania (Spinner's End). Zauwa¿y³ jednak, ¿e kilku informacji brakuje. Nigdzie na przyk³ad nie widzia³ ani ¶ladu nazwiska Potter, wiêc w rubryce, gdzie powinna widnieæ Lily Potter jako jego mama, by³o jedynie puste miejsce. Mimo to nie wygl±da³o to podejrzanie, raczej jak przeoczenie, i tylko kto¶ bardzo wnikliwy móg³by stwierdziæ, ¿e co¶ jest nie tak.

— Zwykle wszystkie nowe teczki l±duj± od razu tam — wyt³umaczy³ Dumbledore, wskazuj±c na piêtrz±ce siê szuflady — ale dziêki mojej ma³ej sztuczce przekierowa³em j± tutaj. Jaki¶ czas temu poradzi³em Severusowi utajniæ twoje akta, dziêki czemu — wskaza³ na teczkê z nazwiskiem Harry Potter — nikt nie bêdzie mia³ do nich dostêpu. Poniewa¿ nazwisko Snape nie jest utajnione, w chwili zmiany nazwiska powsta³a nowa teczka. Innymi s³owy zupe³nie nowy obywatel.

Harry da³ znak, ¿e rozumie. Ju¿ wcze¶niej Snape wszystko mu wyja¶ni³. Wiedzia³ wiêc o mo¿liwo¶ci utajnienia danych i dlaczego takie prawo wprowadzono, a tak¿e kto sprawuje pieczê nad utajnionymi aktami. Podczas ubieg³ej wojny mia³o to uchroniæ czarodziejów posiadaj±cych w±tpliwy status krwi przed prze¶ladowaniami. Tylko urzêduj±cy dyrektor Hogwartu i Naczelni Magowie Wizengamotu mieli do nich dostêp, a nawet ich obowi±zywa³a tajemnica.

Z ciekawo¶ci otworzy³ drug± teczkê i rzeczywi¶cie — tutaj znajdowa³o siê wiêcej informacji, w tym drzewo genealogiczne potwierdzaj±ce jego status krwi oraz adnotacja o zmianie imienia i nazwiska. Harry zdecydowa³ siê pozostaæ przy propozycji Snape'a, choæ poprosi³, ¿eby na drugie imiê mieæ Harold, co po zdrobnieniu bêdzie oznacza³o tyle, co Harry. Poniewa¿ nazywa³ siê tak dziadek Nobiliusa Snape'a, tradycja zosta³a zachowana, nawet je¶li by³ czarodziejem pó³krwi.

Kiedy wszystkie formalno¶ci zosta³y spe³nione, a teczki wyl±dowa³y w odpowiednich szufladach, po¿egnali siê z Dumbledore'em i ruszyli korytarzem, by powróciæ do atrium i tam sieci± Fiuu przedostaæ siê do Prince Manor.

Za zakrêtem jednak czeka³a na Harry'ego bardzo nieprzyjemna niespodzianka.

Zimne stalowe oczy spoczê³y na nim, a wynios³e rysy twarzy i platyna w³osów wy³oni³y siê z pó³mroku pochodni niczym przywo³ane prosto z koszmarów.

Przed nim sta³ Lucjusz Malfoy.


_______________________________
[1] 1 cal = 2,5 cm.
[2] Ta nietypowa nazwa nie jest wynikiem mojej wyobra¼ni. Te zwierzêta naprawdê istniej±. S± to jaszczurki z rodziny jaszczurek kolczastych. Siêgaj± czterdziestu centymetrów d³ugo¶ci i ¿yj± w po³udniowej Afryce. Wygl±daj± dok³adnie: tak.
[3] Na wystawie rzeczywi¶cie znajdowa³a siê ró¿d¿ka, co zosta³o wspomniane w pierwszym tomie. Ja jedynie dopisa³am do niej historiê.
[4] Plecionki, o których mowa w opowiadaniu, wygl±daj±: tak.
[5] Na potrzeby tego rozdzia³u czê¶æ informacji, w tym wypowiedzi aparatu, zaczerpnê³am z tomu „Harry Potter i Zakon Feniksa”.

NASTÊPNY ROZDZIA£: MALFOYOWIE
Komentarze
avatar
Angelina Johnson  dnia 18.10.2015 12:08
Powiem Ci szczerze, ¿e mnie sam pomys³ na Magiê Przynale¿no¶ci przera¿a i zniechêca. Harry jako syn Snape'a - moje serce i umys³ mówi± stanowczo nie.

Jednak ten rozdzia³, gdy ju¿ Harry jako tako radzi sobie z now± to¿samo¶ci±, naprawdê mnie zainteresowa³. Czyta³am to wszystko jednym tchem i autentycznie mia³am wra¿enie, jakbym czyta³a ksi±¿kê, jak±¶ kolejn± czê¶æ HP. Masz naprawdê cudowny styl, wszystko piszesz tak lekko i nie zostawiasz sobie miejsca na b³êdy czy niedopracowania. Podziwiam i ¿yczê wydania w przysz³o¶ci ksi±¿ki, bo masz talent. ;D
avatar
Prefix u¿ytkownikaStara Czarownica  dnia 27.11.2015 15:31
A mnie bardziej odpowiada pomys³ Harrego jako syna Sev ni¿ stan przedstawiony w ksi±¿ce, jest bardziej naturalny i ciekawy. Nigdy nie lubi³am ludzi "bufonowatych", "nadêtych", takich "co to nie ja" a jako takiego m³odzieñca postrzegam Jamesa. Prawdopodobnie pó¿niej zmieni³ zachowanie ale charakteru nie zmienia siê tak ³atwo. Lily i Sev bardziej "pasowali" do siebie, lubili siê i gdyby nie druga mi³o¶æ Severusa, czarna magia, pewno byliby razem. Czytaj±c po raz pierwszy ksi±¿ki, po ukazaniu siê 5 czê¶ci mia³am wra¿enie, ¿e co¶ "by³o na rzeczy" pomiêdzy mam± Harrego a Severusem poniewa¿ Sev zbyt nienawidzi³ Jamesa jak na szkolne dokuczania (zreszt± odwzajemnione) no i w powie¶ci jest du¿o informacji, ju¿ od pierwszego tomu o ojcu Harrego a o mamie prawie nic. No i ten pseudonim - rogacz, dla mnie jednoznaczny i o¶mieszaj±cy mêzczyznê. Opowiadanie jest piêknie napisane, bohaterowie jak z ksi±¿ek JR, bardzo mi siê podoba, ¿e takie d³ugie, lubiê czytaæ. Nie mogê doczekaæ siê odcinków z Howgardu.
Dodaj komentarz
Zaloguj siê, aby móc dodaæ komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani u¿ytkownicy mog± oceniaæ zawarto¶æ strony
Zaloguj siê lub zarejestruj, ¿eby móc zag³osowaæ.

Wybitny! Wybitny! 100% [1 g³os]
Powy¿ej oczekiwañ Powy¿ej oczekiwañ 0% [0 g³osów]
Zadowalaj±cy Zadowalaj±cy 0% [0 g³osów]
Nêdzny Nêdzny 0% [0 g³osów]
Okropny Okropny 0% [0 g³osów]
Logowanie
Nazwa u¿ytkownika

Has³o



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj siê

Nie mo¿esz siê zalogowaæ?
Popro¶ o nowe has³o
Facebook
Shoutbox
Musisz siê zalogowaæ aby wys³aæ wiadomo¶æ.

O choinka!
03.08.2026 15:12
Dziêki Hug

Do szopy hipogryfy, do szopy wszyscy wraz!
01.08.2026 11:39
Racja, I will mourn old Hog forever, to ju¿ nie by³o to samo :v
I mimo ¿e ciê¿ko w te urodziny, to i tak wszystkiego naj naj, 17 mo¿na mieæ do 40 na spokojnie Love

O choinka!
31.07.2026 23:57
z innymi, bo brakowa³o mi pomys³ów, bo pogorszy³a siê moja sytuacja psychiczna i bo LYS zniknê³a bez s³owa

O choinka!
31.07.2026 23:57
Nie cierpiê urodzin Wrozka Nadal czujê siê na 17 lat, a ju¿ 26 na karku ;(

A co do poprzedniego Hog, bardzo têskniê. Nowy mniej mi siê podoba³, bo nie wysz³y mi poboczne, bo za ma³o pisa³am

Do szopy hipogryfy, do szopy wszyscy wraz!
26.07.2026 20:12
Jako tako, nawet mi siê sb dzi¶ ¶ni³o xD

Wspó³praca
Najaktywniejsi

1) Prefix u¿ytkownikaAlette

Avatar

Posiada 59643 punktów.

2) Prefix u¿ytkownikafuerte

Avatar

Posiada 58190 punktów.

3) Prefix u¿ytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 47342 punktów.

4) Prefix u¿ytkownikaSam Quest

Avatar

Posiada 45365 punktów.

5) Prefix u¿ytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 44242 punktów.

6) Prefix u¿ytkownikaA.

Avatar

Posiada 43682 punktów.

7) Prefix u¿ytkownikamonciakund

Avatar

Posiada 43236 punktów.

8) Prefix u¿ytkownikaania919

Avatar

Posiada 39464 punktów.

9) Prefix u¿ytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 36829 punktów.

10) Prefix u¿ytkownikaKlaudia Lind

Avatar

Posiada 34220 punktów.

Losowe zdjêcie
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2026 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 0.21